Podróże Guzików odcinek 1 – Juromania

Cześć Kochani,

W naszym pierwszym, dziewiczym wpisie, z cyklu Podróże Guzików, chcę opisać Wam, a w zasadzie chceMY opisać Wam naszą podróż, która odbyła się z okazji Święta Szlaku Orlich Gniazd. Co to takiego? A no dawno dawno temu, kiedy w Polsce budowano jeszcze zamki i nikt nie słyszał o internecie, a tym bardziej o mediach społecznościowych, była potrzeba budowania zamków, które będą strzegły granic naszego państwa. Konkretnie, były one strażnicami na granicy oddzielającej Polskę od Korony Czeskiej. Szlak, gdzie po kolei możecie zwiedzać warownie nazwano Szlakiem Orlich Gniazd. My jesteśmy już w połowie. Udało nam się zobaczyć : zamek w Ojcowie, zamek w Tenczynku (chociaż tutaj historycy kłócą się, czy można go zaliczyć do Szlaku), wspaniałe ruiny w Ogrodzieńcu.  Dziś chcemy Wam opowiedzieć o kolejnej wyprawie na zamek w Mirkowie i Bobolicach. A do tej wyprawy zainspirowała nsa JUROMANIA, czyli Święto Szlaku Orlich Gniazd, które trwało od 20 do 22 września i było prawdziwym świętem średniowiecza! Szkoda tylko, że zorientowaliśmy się w ostatni dzień… Ale to nic! Wpisujemy Święto w kalendarz naszej rodziny 🙂

 

Trasa:

Samochodem, drogą wojewódzką 794, potem 792. Gwarantowane piękne widoki, pagórki, lasy, skały – typowy krajobraz Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

Trasa bardzo przyjemna, poza głównymi szlakami komunikacyjnymi. Zero korków, utrudnień.

 

Jedzenie:

Jeden minus (a może i plus) : musicie mieć ze sobą jedzenie. Po drodze brak Mcdonaldów, KFC, Burgerów i innych. Także zapasy proszę. Chyba, że w przeciwieństwie do nas sprawdzicie przed wyprawą gdzie można zjeść.

Tutaj trochę zwaliliśmy. Co prawda mieliśmy ze sobą placuszki rybne, picie (Woda!), paluszki, oraz wyciskanki (przetarte owoce gotowe do spożycia od razu). Ale nie przewidzieliśmy tego, że tak nam się spodoba, że zabawimy dłużej i niestety… Już w nerwach, głodzie i ogólnym płaczu i krzyku szukaliśmy jakiejkolwiek restauracji (niedziela;/) żeby coś zjeść. Udało się dopiero w miejscowości Skała.

 

Atrakcje:

Obydwa zamki usytuowane są na niewielkich wzgórzach. Widoki są przepiękne, a sam zamek w Bobolicach, który jest odnowiony (jest w nim restauracja i hotel), robi niesamowite wrażenie. Mnóstwo zieleni i przestrzeni nie tylko do zabaw, ale i pięknych zdjęć. Można spokojnie wziąć koszyk i koc i urządzić piknik. Dla zapalonych grzybiarzy i ludzi lasu : piękne, płaskie o obfite w grzyby lasy. Słowem : każdy ma co chce. I dodać trzeba : wysiłek fizyczny w sam raz na niedzielę. Chociaż my trochę poszaleliśmy i w poniedziałek były lekkie zakwasy. Jeden z zamków (w Mirkowie) jest nieczynny do zwiedzania, ponieważ trwa renowacja. Ale widoki wynagradzają wszystko!

 

Plusy:

Można śmiało jechać z dziećmi w każdym wieku. Dla maluszków wielka przestrzeń do biegania, do skakania, do ogólne rozrabiania. Dla starszych ciekawe zamki i kawałek historii podanej w przystępny sposób. Dla rodziców odpoczynek od miasta, zgiełku i hałasu. Obydwa zamki można zwiedzać z wózkiem 🙂

 

Nasze błędy:

-brak porządnego obiadu i zorientowania się w okolicy gdzie co i jak można zjeść,

-za późne zorientowanie się w rozpisce Święta (a byli rycerze, damy dworu, konkursy i atrakcje różne … :()

 

Tutaj proszę oto link, gdzie możecie przeczytać więcej o JUROMANII i wybrać się tam za rok!

 

Zamek w Bobolicach:

 

Zamek w Mirkowie: