W poszukiwaniu nowego domu i życia – nowość wydawnicza – “Dzieci stamtąd”

dzieci stamtąd

Niewiele spotkałam na swojej drodze książek, które traktowały o tym problemie. Wojna to nie tylko śmierć, cierpienie, głód. To też zabranie ludziom siłą wszystkiego co kochali. To gwałcenie podstawowym praw człowieka. To też ocalenie, ale nie zawsze takie na jakie oczekiwano. Utrata dzieciństwa, przymusowa ucieczka i szukanie swojego życia na nowo – te tematy porusza książka Arlette Cousture pt. “Dzieci stamtąd”. Książki nie łatwej, która miała zadatek by stać się bestsellerem.

 

Koniec i początek

Książka opowiada o losach polskich uchodźców. A dokładnie o losach polskich dzieci, które po przeżyciu wojny, tracą wszystko co dla nich ważne począwszy od rodziny, a skończywszy na ojczyźnie i muszą uciekać poza granice państwa. Pozbawieni przeszłości, bez nadziei na przyszłość, starają się przeżyć z dnia na dzień. Jak umieją najlepiej. Walcząc z głodem, rozpaczą i smutkiem. Siostra i brat opuszczają ukochany Kraków, gdzie ich działalność konspiracyjna zostaje ujawniona tuż przed końcem wojny i uciekają przez Karpaty do Niemiec. Tam pojawia się szansa na nowe życie w odległej i kompletnie nieznanej krainie, jaką jest Kanada. Dzieci, a w zasadzie już młodzi ludzie u progu dorosłości decydują się na ostateczną podróż w nadziei, że ta będzie już ostatnie. Jan i Elżbieta, nie przestają też szukać swojego brata Jerzego, który postanowił walczyć za ojczyznę. I tak zaczyna się tułaczka mająca koniec w upragnionej krainie na oceanem. Jednak to nie koniec ich przygód. Tam bowiem zaczyna się ich nowe życie, gdzie przyjdzie się im zmierzyć nie tylko z inną kulturą, językiem, czy obyczajami. Ale także z wrogością wobec ich pochodzenia.

Zawsze obcy

Rodzeństwo po woli poznaje nowe życie i otoczenie. Niestety nie każdemu z nich udaje się ‘trafić’ w dobre ręce. Zaczynają pracować i żyć. Jednocześnie wszystko tak się układa, że do rodzeństwa dołącza ich ukochany starszy brat. W każdej z tych trzech historii spotykamy się z większą lub mniejszą nietolerancją. Nie wszystkim podoba się, że rodzeństwo jest z Polski. I tak oto czeka ich kolejna walka, w której będą chcieli pokazać, że mimo odmiennego pochodzenia są i będą godnymi obywatelami Kanady. Dodatkowo cała trójka mierzy się z demonami przeszłości, które nie koniecznie chcą odejść. Wspomnienia bólu i cierpienia mieszają im w relacjach, rodzinach i planach na przyszłość. Moim skromnym zdaniem największy jednak wypływ mają na Elżbietę, która straciła nie tylko większą część swojej rodziny (i była tego świadkiem), ale też swojego męża. Nie potrafi do końca odnaleźć się w nowej rzeczywistości i pozwolić się uszczęśliwić. I tutaj książka mogłaby się skończyć, ale coś autorkę podkusiło i … I niestety historia trwa nadal.

Niepotrzebne 

O tyle o ile rozumiem, że w pierwszej części książki wstęp musi być dłuższy, a niektóre historię szczegółowo wyjaśnione (nie każdy jest polakiem i zna naszą historię ;)), o tyle nie rozumiem po co jest ta cała akcja w 3 części książki. Ja w pewnym momencie miałam wrażenie, że biedny Jurek to połączenie Hioba i Mojżesza, a jego życie to tylko oczekiwanie na kolejne plagi egipskie i kłopoty zsyłane z góry. Naprawdę po czasie zaczyna się odnosić wrażenie, że autorka na siłę już szukała coraz to nowszych kłopotów. Co nie dodaje nic do historii, a tylko męczy już i tak zagubionego czytelnika. Elżbieta już po pewnym czasie swoim niezdecydowaniem, sprawia w osłupienie. Jej wybory przestają mieć jakiekolwiek racjonalne wytłumaczenie, bo i jak wytłumaczyć dorosłą kobietę, która wyjeżdża za dorosłym już bratem, po to żeby go…pilnować?! Zostawiając oczywiście, jak możemy się domyślić mężczyznę. I na końcu najmłodszy Jan, który chodź troszkę ratuje całą historię – rozumiem jego pobudki, chęć życia na własną rękę i spełniania własnych marzeń. Niestety… Pod koniec mam wrażenie, że książka drastycznie zmienia kierunek i podąża w jakimś bliżej nie określonym celu. Po to, żeby na końcu dać do rozumienia, że pożegnaliśmy się z tematyką życia uchodźców wojennych, a witamy się z tematyką romansowo-obyczajową. Jeszcze nie najwyższych lotów.

 

Niestety książka mnie mocno rozczarowała. O ile na początku mogłam rzeczywiście skupić się, brać udział w historii i przeżywać losy bohaterów. O tyle później każda kolejna ‘przygoda’ kwitowana była słowami “CO?!” i coraz większym rozczarowaniem.

 

Recenzja powstała przy współpracy z Wydawnictwem Wam, bardzo dziękuję za książkę 🙂


dzieci stamtąd