“Cudowna”. Reportaż o nienawiści.

Na książkę trafiłam dzięki Joli Szymańskiej, która polecała ją na swoim Instagramie.  A że ufam poleceniom Joli, postanowiłam zdobyć książkę i przekonać się o jej wyjątkowości. I okazało się, że nie tylko jest to świetny, wręcz genialny reportaż, ale także książka o nienawiści i kłamstwie, które może zniszczyć ludzkie życie. A objawienie? Objawienie jest tylko pretekstem.

 

Słowa mają moc

Zaczynam pisać tę recenzję i przez 10 minut nie wiem jak zacząć. Głównym tematem książki jest Objawienie, którego doświadczyła mała Jadwiga ze wsi Zabułdów pod Białymstokiem. Co do samej prawdziwości Objawienia nie będę się wypowiadać. Myślę, że pozostaje to w kwestii każdego z nas. Nie wiem co o tym myśleć, zwłaszcza że autor podaje kilka innych przykładów, a raczej kilkadziesiąt które miały miejsce w podobnym czasie, w podobnych okolicach, a każde z nich ma miejsce w coraz bardziej dziwnych i zaskakujących miejscach. A to Matka Boża ukazuje się na gałęzi, na działce, na trawie. Płacze, mówi, albo tylko patrzy. Trudny temat, ale nie to w książce poruszyło mnie najbardziej. Zwróciłam w tej historii uwagę na to jak bardzo skrzywdzona została Jadzia. I jak wielką potęgę mają słowa, zazdrość i plotka. Słowa mają wielką moc. Ta historia to pokazuje.

Matka Boska, dziewczynka i zawiść

Matka Boża objawiła się małej dziewczynce z bardzo ubogiej rodziny. Jadzia nie lubiła chodzić na łąkę bo była blisko lasu, a ona bała się wilków. tego dnia akurat poszła narwać szczawiu. I stało się. Dziewczynka nikomu o tym nie chciała powiedzieć. Zwierzyła się jedynie mamie. A ona powiedziała to i księdzu i wszystkim swoim koleżankom. A potem to poszło po całej wsi. I społeczeństwo się podzieliło. Jedni wierzyli, drudzy wyśmiewali. Kolejne objawienie miało miejsce przy większej ilości ludzi. I znów: połowa widziała, połowa nie. Jedni ujrzeli wielkie czerwone słońce, inni kobietę, jeszcze inni kolorowe niebo. I uwierzyli. Hisotria zaczęła opuszczać granicę wsi i zaczęła rozchodzić się po okolicznych miejscowościach, a nawet dotarła do miast. Nie był to dobry czas dla cudów. W naszym Państwie trwała akurat wojna między rządem, a klerem. I Służba Bezpieczeństwa zaczęła walczyć z cudem. I z Jadzią. Za dużo ludzi przybywało do miejscowości. I zaczęło się nękanie dziewczynki, która tej popularności nie chciała. Zawiść ludzka zaczęła wychodzić na pierwszy plan. Zazdrość, że najbiedniejszym sąsiadom lepiej się zaczyna powodzić bo pielgrzymi pomagają. I podejrzenia, że to wszystko dla pieniędzy.

Zaczęły się plotki, kłótnie, donoszenie. Jadzia nie mogła bawić się już z koleżankami i kolegami, ponieważ pielgrzymi jej  na to nie pozwalali, a SB wysyłało tajniaków. Dziewczynka się bała, przestała wychodzić z domu. A nienawiść jak zaraza miała większą moc niż cud. Nie tylko Jadzi się oberwało. Jej tata i mama byli oskarżani  okropne rzeczy, w tym ojciec o erotomanie. Odwróciła się rodzina i sąsiedzi. Ci co zostali blisko również ucierpieli. Władza osięgnęła cel, ludzie znienawidzili “cudowną”, pielgrzymi wyjechali, a na miejscu objawienia nie powstał Kościół.

Niezapomniana krzywda

Prawda czy nie prawda z Objawieniem, wniosek jest jeden: plotki i kłamstwa zniszczyły życie nie tylko rodzinie Jadzi, ale też jej bliskim. Dziewczyna pogubiła się w życiu, nie do końca się jej udało. Chociaż dzisiaj pokornie i spokojnie przyznaje, że jest wdzięczna za wszystko. W Zabułdowie nikt o cudzie nie chce rozmawiać, ale budzi on wciąż emocje i kontrowersje. Smutno mi po przeczytaniu tej książki. Widać DOSKONALE co potrafi zrobić plotka, kłamstwo, pomówienia. Ile krzywdy i cierpienia mogą zadać. A reportaż to majstersztyk!

 

Po której stronie TY się opowiesz?