Internetowy ekshibicjonizm i Zimne.

2

Ostatnio spotkałam się z komentarzem na temt mojego bloga, dosyć … nieprzychylnym. Komentująca stwierdziła, że wywiad nudny, pytania mało kontrowersyjne. I że bardziej niż mnie, woli blog Pani z którą rozmawiałam. I stało się coś, czego nigdy wcześniej bym nie zrobiła. Otóż, nie przejęłam się 🙂 To znaczy wiadomo, że się człowiekowi robi smutno, ale ja jakoś to olałam. Stwierdziłam, że dalej robię swoje. Owszem, chodzi o to żebyście Drogie Czytelniczki szły tam gdzie was wywiad zaprowadzi 😉 żeby pytania były konkretne i rzetelne. Nie mam parcia na szkło, wróć, na komentarze. Cieszę się kiedy ktoś do mnie zagląda, ale też ciesze się, że piszę mimo, że nikt tu nie zagląda. Nie będę wykorzystywać moich rozmówczyń do moich celów, nie lubię wchodzić ludziom z butami do sypialni. Nie lubię koloryzować, kłamać. Piszę prawdę, nawet jeśli nudną, to prawdę. I piszę o książkach. Z miłości, nie po to żeby pokazać jaka to jestem “hipsersko-oczytana-wyżej-sram-niż-dupę-mam”. Nie. Piszę to co ja chcę.

A że inni piszący lubią internetowy ekshibicjonizm? Cóż, podziwiam. Są rzeczy które ja chcę zostawić dla siebie. Moje prywatne, intymne życie, mojego narzeczonego, przyjaciół, rodzinę. Nie będę pokazywać nagiego brzucha, nie będę pokazywać swoich dzieci (daj Boże żebym je miała), ani opowiadać o moich łóżkowych dylematach. Owszem, mogę tekst poprzeć swoimi doświadczeniami, ale tylko tymi które dotyczą MNIE. Ewentualnie ZA ZGODĄ mojej rozmówczyni opowiedzieć coś z jej życia. Niestety, nigdy nie będzie to “pikantne”. Ten blog ma pomagać. To nie kundelek. Nie oceniam, do wszystkich mam szacunek, ale tutaj nie oczekujcie takich rzeczy.

Wracając do książek bo dzisiaj o nich przecież 🙂

Jesień mija mi pod zacnym patronem, Terrym Pratchettem. Bardzo się cieszę, bo w te pochmurne i zimne dni, jest to niezwykle przyjemne, mieć kontakt z tak wspaniałym poczuciem humoru, inteligencją i porządną dawką sarkazmu. Na moment jednak odrywam się od serii o Czarownicach i właśnie skończyłam :

“Zimne. Polki, które nazwano zbrodniarkami” autor: Marek Łuszczyna. 

zimne

Niezwykle przejmujące, prawdziwe i pozbawione “miłej” otoczki reportaże. Wspomnienia świadków, wypowiedzi bliskich, fakty i daty. Mimo to, nie odczuwa się tutaj ciężaru zbyt dużej ilości szczegółów. Raczej od czasu do czasu przerwiesz zaskoczona tym, że może być osoba na tym świecie, którą stać na takie okropieństwo. I o ile w przypadku pierwszego reportażu, nie umiem wywołać w sobie ani krzty współczucia i zrozumienia, o tyle pozostałe reportaże budzą sprzeczne emocje. Oczywiście, morderstwo to morderstwo, ale kiedy pcha do tego długoletnia przemoc psychiczna, poczucie winy, brak innych możliwości, beznadzieja i śmiertelne przerażenie, kto wie jakby się zachował. Poza tym nie zawsze określenie “zbrodniarka”, jest prawdziwe. I mimo tego, że po latach okazuje się kłamstwem, zostaje z człowiekiem na zawsze. Dobra i rzetelna literatura. Niemniej jednak dla osób dojrzałych. Szybko się ją czyta, ponieważ wciąga, jak dobry kryminał. Czasem przeraża, a czasem zadziwia. Polecam, chociaż nie zawsze prawda okazuje się wygodna. Książka zostawia nas w dziwnym uczuciem niepokoju, wręcz dyskomfortu.

Prawda zawsze sprawia nam trudność. A szkoda. 

Karo <3.