Dbamy o swoje ciało, razem z Kosmeologiką.

Kochane, bardzo lubię u siebie gości. Zawsze czegoś można się od nich czegoś nauczyć, coś zrozumieć, spojrzeć na pewne sprawy inaczej 🙂 Dlatego dziś, specjalnie dla Was zaprosiłam do siebie na bloga Anię z Kosmeologika, która pomoże Wam i mi, zadbać o nasze ciała w tym trudnym i wymagającym czasie jakim jest jesień. Bierzcie i cieszcie się, bo dawka fajnej i przystępnej wiedzy!

zdj-52

Jesień świadomej pielęgnacji

Cześć, dziewczyny!

Mam na imię Ania, od ponad dwóch lat prowadzę bloga Kosmeologika.pl, a dziś na zaproszenie
Karoliny chciałabym uchylić Wam rąbka mojej pasji: świadomej pielęgnacji.

Na własny użytek definiuję ją jako zdobywanie wiedzy o skórze, włosach i działaniu na nie
poszczególnych składników wraz z dobieraniem kosmetyków na podstawie tych właśnie
informacji. Koniec z sugerowaniem się obietnicami producentów, reklamą, opakowaniem czy
zapachem!

Jeśli się nad tym zastanowić, w świecie świadomej pielęgnacji możemy postawić tylko krok lub
dwa albo skoczyć na głęboką wodę i czerpać ze wszystkich jej dobroci. Najważniejszym moim
narzędziem było, jest i będzie czytanie składów kosmetyków, którego nauka wymaga odrobiny
samozaparcia, ale dzisiaj pójdziemy na skróty. Chwyćcie moją dłoń i poznajcie pięć
podstawowych stopni wtajemniczenia! 🙂

Krok pierwszy: wzbogacamy drogeryjne kosmetyki

Jedną z rzeczy, których uczy świadoma pielęgnacja jest fakt, że czasem tylko szczypta tego lub
kropla owego odróżnia słaby produkt od świetnego kosmetyku. Kiepska maska do włosów,
która „nic nie robi” po wymieszaniu z odrobiną oleju ma szansę stać się naszą ulubioną i
uratować nas w niejednej podbramkowej sytuacji.

Jeśli nie słyszałyście o włosomaniaczkach i/lub praktykowanym przez nas olejowaniu włosów,
możecie widząc tę poradę nieźle się zdziwić. Jednak dumnie prężące się na sklepowych półkach
kuracje z olejem arganowym czy masłem shea nie wzięły się znikąd… Zanim jednak
zanurkujemy w odmęty olejowania włosów na różne sposoby, spróbujmy znaleźć w naszych
zbiorkach odżywkę czy maskę o krótkim składzie i nieco ją stuningować 😉

Na dziś przyjmijmy, że w przypadku maski do włosów skład krótki to taki, który zawiera nie
więcej niż piętnaście pozycji. Po odjęciu znajdującej się zwykle na początku wody, a pod koniec
kompozycji zapachowej i konserwantów, da nam to zapewne mieszankę około dziesięciu
składników. Standardową dla nas porcję kosmetyku nałóżmy na dłoń i zależnie od jej objętości
wymieszajmy ją z odrobiną dowolnego oleju: może być go tylko kilka kropli, ale w niektórych
przypadkach nawet mała łyżeczka, zwłaszcza jeśli maska jest gęsta bądź nakładamy jej na
włosy dużo.

Na koniec wspomnę, że w przypadku typowego olejowania włosów bardzo ważne (a czasem
dość czasochłonne) jest dobranie idealnego oleju do typu naszych włosów. Jednak w przypadku
powyższego zabiegu większość olei z naszej kuchni powinno się sprawdzić. Oleje takie jak
rzepakowy, słonecznikowy lub winogronowy są bardzo uniwersalne, a oliwa z oliwek czy olej
lniany tylko niewiele im w tym ustępują. Wzbogacenie maski jesienią to doskonały pomysł:
powakacyjna regeneracja oraz spowodowane czapkami czy ogrzewaniem puszenie mówią
same za siebie…

kosmeo1

Krok drugi: zastępujemy kosmetyk z drogerii półproduktem

A gdyby tak po wzbogacaniu pójść o krok dalej i odstawić jakiś produkt drogeryjny na rzecz
jego prostszej alternatywy?

W sklepach dostępne są dziesiątki saszetek z maseczkami do twarzy… i w mojej opinii, znaczna
większość z nich w najlepszym razie nie ma szans nam w niczym na dłuższą metę pomóc, a w
najgorszym – po prostu szkodzą cerze. Jednak z powodzeniem można zastępować je
maseczkami domowymi według przepisów naszych mam czy babć lub… sięgnąć po coś jeszcze
lepszego. Cera, która jeszcze nie doszła do siebie po lecie albo bardzo cierpi jesienią czy zimą,
na pewno nam się tym odwdzięczy.

Sypkie maseczki do rozrobienia z wodą to mój absolutny hit. Te, które polecam szczególnie to:

– maseczki z glinek, które dobieramy według koloru do typu i potrzeb cery. Pamiętajmy o
częstym spryskiwaniu glinki wodą w sprayu, bo maseczce takiej nie wolno pozwolić zaschnąć na
twarzy!
– naturalne maseczki algowe, które dobieramy tym razem przez gatunek danej algi. Tutaj
małym minusem może okazać się delikatnie rybi swądek, ale działanie alg w zupełności to
rekompensuje!
– maseczki na bazie alg (np. Nacomi czy Organique), w których właściwości alg podrasowano
dodatkami ekstraktów, witamin czy wyciągów. Dodatkowo najczęściej pięknie pachną, ale
niestety w całym tym zestawieniu są najdroższe.

kosme2

Krok trzeci: no to mieszamy!

Gdy zakochamy się w algach czy glinkach, szybko odkryjemy że do maseczek takich możemy
dodać odrobinę najróżniejszych wzbogacaczy… i zaczniemy czerpać radość i dumę z tworzenia
własnych kosmetyków.

Najprostszym, a jednocześnie szalenie satysfakcjonującym kosmetykiem do wykonania
własnoręcznie jest peeling do ciała. W wersji podstawowej potrzebujemy tylko dwóch
składników: drobinek i czegoś do zawieszenia ich.

Drobinki cukru cudownie nawilżają, gruboziarnista sól najbardziej ściera, a kawa pobudza
krążenie i pomaga w walce z cellulitem. W obrębie tych składników również możemy popuścić
wodze fantazji: cukier biały czy brązowy? A może sól himalajska? Kawa drobniej czy grubiej
mielona? Niech trwają eksperymenty!

Z naturalnymi drobinkami doskonale gra działanie równie naturalnego oleju 😉 Stosunkowo
wolno się w nim rozpuszczają (w porównaniu do wody), a sam olej często tak cudownie powleka
naszą skórę, że po delikatnym osuszeniu jej miękkim ręcznikiem balsam do ciała okazuje się
zbędny – i to bez efektu tłustości!

Nie przeceniałabym tutaj wpływu typu oleju na wartości pielęgnacyjne peelingu, ale dla
walorów relaksacyjnych wspaniale jest kombinować z tymi o ciekawym zapachu. Uwierzcie mi
na słowo: olej z pestek moreli (do kupienia w większości aptek, zwłaszcza sieciowych) swoim
marcepanowym aromatem odurzy każdego! A to tylko jedna z wielu propozycji 🙂

Sam peeling możemy złożyć też z innych składników. Co powiecie na parę kropli nawilżającej
gliceryny (apteka, cena około trzech złotych)? A może pobudzający krążenie cynamon?
Zniewalająco pachnąca skórka pomarańczy? Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia! Mój
niezawodny miks to drobno mielona kawa, olej z pestek moreli, kilka kropli soku
pomarańczowego i szczypta cynamonu. Kosmos. Idealny na jesienną aurę!

Krok czwarty: tworzymy własne półprodukty

Nie każdy o tym wie, ale wiele składników domowych kosmetyków możemy wyprodukować
same. I nie mówię tu nawet o ekstremach jak tłoczenie własnych olei (ach, marzenie!), ale o
czymś równie prostym jak niektóre domowe weki 😉 Więc między zaprawianiem dyni a
warzeniem kompotu jabłkowego spędźmy w kuchni jeszcze parę chwil, by stworzyć coś
niezwykłego.

Stwórzmy swój własny ocet jabłkowy i stosujmy go do włosów, na twarz oraz wewnętrznie.
Skomponujmy własny macerat olejowy i używajmy go do wzbogacenia maski do włosów,
maseczki do cery lub własnego peelingu. To łatwiejsze niż myślicie, zapewniam!
O occie jabłkowym i niektórych jego zastosowaniach pisałam na moim własnym blogu tutaj
(klik!), a o tym co to jest macerat i jak go wykonać przeczytacie u mnie na przykład tutaj (klik!)
albo tu (klik!).

kosme3

Krok piąty: czas na nasz własny krem

Robienie kremów łatwe nie jest. Ale są firmy, które uczyniły wszystko by nam to ułatwić i
jestem całkowicie pewna, że jeśli opanowałyśmy poprzednie kroki, to i ten pójdzie nam jak z
płatka.

A wszystko to za sprawą bazy kremowej. Baza kremowa to prosta mieszanka kilku
podstawowych składników, do których łatwo dodajemy wymarzone przez nas substancje z
dwóch podstawowych grup:
– oleje i składniki rozpuszczalne w olejach,
– woda, hydrolaty i rozpuszczalne w nich dodatki.

Kupując bazę kremową czytamy o składnikach zalecanych dla naszego typu cery czy jej
problemu, dorzucamy do koszyka odpowiedni olej i hydrolat, a do nich witaminy czy ekstrakty…
i po wizycie listonosza z naszymi półproduktami w pięć minut tworzymy swój
spersonalizowany krem. Brzmi jak szaleństwo? Nieprawda. Mamy to w zasięgu ręki 🙂

Moje ulubione przepisy to prosty krem nawilżający (klik!) czy nawilżający krem witaminowy
(klik!).

kosmeologika